Kalendarium

Kalendarium życia i twórczości Jana Dormana (1912–1986)

Autorki: Ewa Tomaszewska, Marzenna Wiśniewska

Źródło: Pamiętnik Teatralny 68 (3-4), 2019

1912

11 III W Dębowej Górze (obecnie dzielnica Sosnowca) rodzi się Jan Dorman. Jest jednym z sześciorga dzieci Stanisława i Jadwigi (z domu Faroń) Dormanów.

"Ojciec pracował w Gwarectwie Renard równe 45 lat. Szmat czasu. [...] ojciec wykonywał różne czynności: był stolarzem, modelarzem, maszynistą pompy, kominiarzem, księgowym, kierownikiem aprowizacji, administratorem majątku, mierniczym, wreszcie strażakiem. (JD, rkps, AJD/IT)
Kopalnia „Renard” posiadała prywatną szkołę, do której później uczęszczał Jan, a także sosnowiecki teatr (obecnie Teatr Zagłębia). W tym teatrze, przez pewien czas, Stanisław Dorman pracował jako strażak.

1919

Rok inicjacji teatralnych:
"A mnie właśnie w tym roku zaprowadził ojciec za kulisy teatru. [...] Najpierw, debiutant, pamiętam tylko zapach szminek. Ostry, kwaśny, lepki. Czułem ten zapach do następnego zaproszenia za kulisy. [...] Na tej dacie wspiera się wiele zdarzeń. A przede wszystkim wystawienie Krowoderskich zuchów, bo teatr i jego atmosfera przenoszą się do domu rodziców. U ojca zamówiono szopkę. Tylko ta szopka wydaje mi się z tamtych czasów prawdziwa. Święty Józef w
ojcowej szopce moczył sobie nogi, a Matka Boska obrębiała pieluszkę. Dyrektor zaadaptował ojcową szopkę do spektaklu, ale wcześniej przepędził z niej wyrzeźbione misternie figurki. Dlaczego?" (brulion listu Dormana do
Marty Fik, prawdopodobnie styczeń/luty 1974, AJD/IT)
Ogromną rolę odgrywa też ciotka, Zofia Niewęgłowska, aktorka i śpiewaczka, wtajemniczająca Dormana w operę:

"Nie pamiętam, jak znalazłem się wśród publiczności. Pamiętam natomiast, że w teatrze było duszno, że wszystko wokół pachniało kwaśnym potem i wodą kolońską. Siedziałem na kolanach ciotki, a ona pachniała oddzielnie, inaczej niż wszyscy. Doznałem tak głębokiego zadowolenia, że nic tego szczęścia w moim życiu nie potrafiło wykreślić z pamięci. Ze sceny dochodziła do mnie muzyka. Blask śniegu i świateł, i nienaturalne, a niezwykłe obrazy. Zamknąłem oczy. [...] Oczywiście nie wiedziałem, że pierwszym widowiskiem, na które mnie zaprowadzono, była Halka Moniuszki. A tym teatrem, tym pierwszym, był Teatr Miejski w Sosnowcu. O tym wszystkim dowiedziałem się o wiele później, w okresie, gdy ciotka Niewęgłowska zabrała mnie ze sobą do teatru. Tym razem na własny występ. Nie wiedziałem, nie przypuszczałem wtedy, że aktorzy grający na scenie, to żywi ludzie. Ludzie, których na co dzień mogę dotykać, rozmawiać z nimi. To odkrycie zachwyciło mnie. Ciotka stała się podwójnie piękna: w życiu i na scenie. [...] Przepiękny to był epizod w moim siedmioletnim życiu. [...] Umiejętność uprzystępniania komuś sztuki zależna jest od tego, kto ją uprzystępnia. Czy ma odpowiednie zdolności i przygotowanie. Ciotka nie tylko „uprzystępniała”. Ciotka umiała nauczyć. Potrafiła obudzić zainteresowanie sztuką. Wnikliwie poznawać. Cieszyć się, sycić swoistą urodą i doskonałością arcydzieł sztuki." (JD, Dlaczego akurat teatr (reminiscencje) , „Scena” 1975 nr 11, s. 4)

"Zabierała mnie ciotka do Warszawy i kazała słuchać! Teatry: opera, operetka. Nigdy dramat." (list Dormana do Marty Fik, 1 II 1974, mps, AJD/IT)
We wrześniu Dorman rozpoczyna naukę w szkole podstawowej, która należała do gwarectwa hr. Renarda.

"Miałem przezwisko Łokietek. Człowiek o innym zawodzie (inżynier, lekarz) – pisząc życiorys nie będzie umieszczać takiej informacji – lecz nauczyciel musi. Przecież z tym przyczepionym nazwiskiem trzeba było bohatersko przejść przez szkołę." (JD, Życiorys , [w:] Być mistrzem. Materiały z tamtych lat, red. I. Dowsilas, Będzin 2006, t. I, s.18)

1920

„W 1920 roku wyprowadzono mnie do kina. A tam za parawanem grał na skrzypcach mój nauczyciel Sieja.” (brulion listu do M. Fik) W tym czasie w rodzinnym domu Dormana mieszkał na stancji uczeń Seminarium Nauczycielskiego Męskiego, pochodzący zSolca – „Pan Bolek”. Jednym z jego obowiązków było także odrabianie lekcji z Jankiem.

"Otóż pewnego popołudnia sublokator zabrał mnie ze sobą do swojej szkoły. Zabrał mnie, bo coś tam ciekawego było do pokazania. To ciekawe, to przedstawienie. Odbyło się w owej sali gimnastycznej, bo przezorny dyrektor Mazur budując pomieszczenie sportowe zadbał również o dodatkową funkcję tego pomieszczenia. A więc sala posiadała scenę. [...] Dość że po raz pierwszy zetknąłem się ze szkołą nad Przemszą w tym dniu, gdy na scenie pokazano  przedstawienie. Później, gdy ze szkołą nad Przemszą związałem się inaczej, dowiedziałem się z kroniki  szkolnej, że spektaklem roztańczonym i rozśpiewanym był wodewil Werbel domowy. Jak to dawno, bo przecież do dzisiaj pamiętam tekst piosenki i słowa: „Bo nad bomby i kartacze / lepiej jeśli żona gdacze”. (JD, Wyssane z palca? Z archiwum Dormana, oprac. i wybór tekstów I. Dowsilas, Będzin 2003, s. 34)

1924

W styczniu ojciec otrzymuje posadę agronoma w posiadłości gwarectwa hr. Renarda w Górze Siewierskiej. Od początku drugiego semestru Jan Dorman uczęszcza do szkoły w Rogoźniku koło Strzyżowic. Wśród zachowanych świadectw znajduje się tylko jedno wydane przez szkołę w Rogoźniku i jest to promocja do klasy szóstej. Dwa następne lata nauki odbywa ponownie w Sosnowcu, w swojej poprzedniej szkole, która jednak już wówczas stała się Siedmioklasową Szkołą Publiczną nr 17 im. św. Barbary. W tym czasie mieszka na stancji, do domu wraca tylko na ferie i wakacje. Przewodnikami po świecie wiejskich zwyczajów, opowieści, żartów i obrzędów są: Antek, pomocnik w
gospodarstwie oraz siostry Klara i Lucia Ziajkowskie.

"Spędzając wakacje letnie u rodziców, rysowałem wszystko, co rysować się dało, a więc chałupy czubate w Nowej Wsi, dworek stary, skromny w Twardowicach i wnętrze przedsionka kościelnego w Siemoni. Ksiądz Pinkowski, u którego rodzice bywali po mszy na obiedzie, nudził mnie swoimi pochwałami: kochaneczka powinniście oddać do szkoły artystycznej. Jednak pochwały te łechtały moją ambicję, bo wertowałem „Tygodnik Ilustrowany” na wszystkie strony. Wówczas było to jedyne pismo „mądre”, w którym obok nowel Prusa znajdowałem karykatury Foksa, et cetera... (JD, rkps, ok. 1985, AJD/IT)

"Rysowałem dużo, ale bez żadnych wskazówek i czyichś porad mocowałem się nad oddaniem perspektywy. Kopiowanie rycin z „Tygodnika” nudziło mnie. Wolałem rysować z natury. Ale wydawało mi się, że tu, na wsi wszystko narysowałem, że muszę znaleźć nowe obiekty." (JD, „Podróż do Lwowa”, rkps, AJD/IT)

Pomoc w kształceniu talentu plastycznego Dorman uzyskuje podczas wakacji w Czarkowach nad Nidą, u wuja Niewęgłowskiego, nadwornego lekarza rodziny hrabiostwa Pusłowskich.
"Tam poznałem Mehoffera. Moje szkice ołówkiem, piórkiem, akwarele oglądał mrużąc swoje maleńkie oczka i
cmokał. Woził mnie do Wiślicy, Nowego i Starego Korczyna i tak samo, jak ciotka, kazał rysować. (list Dormana do M. Fik)

1927

We wrześniu rozpoczyna naukę w Seminarium Nauczycielskim Męskim im. A. Mickiewicza w Sosnowcu. W
tej szkole rozwija wszystkie swoje talenty i zainteresowania. W nauczaniu seminaryjnym dominują przedmioty ogólnokształcące. Centralnym punktem nauczania są przedmioty artystyczne: gra na fortepianie i innych instrumentach, śpiew, rysunek, malarstwo. Ponadto działają kółka zainteresowań: polonistyczne, historyczne i
biologiczne, orkiestra szkolna, chór, teatr szkolny, redakcja gazetek ściennych i czasopism wydawanych okresowo. Szkoła kładzie nacisk na umiejętność praktycznego zastosowania zdobywanej wiedzy.

"A szkoła ta, jej wspaniały dyrektor, Władysław Mazur, uważał ucznia za przyszłego obywatela, któremu nauka potrzebna jest do życia. Złożone życie nie uznaje wiedzy jako odrębnego zjawiska, iskry samej dla siebie. Wiedza jest krwią, która odżywia psychikę i
organizm człowieka. Tętnienie krwi, jej pulsowanie w człowieku stanowi o naszym organizmie i psychice. I
dlatego nic nie warta jest matematyka, której nie można użyć praktycznie. Nie warta jest nic nauka biologii, jeśli ona nie odsłoni przed nami tajemnicy życia. Nic warte jest sterczenie nad dogmatami, które nikomu nic nie przyniosą. Rozwój człowieka musi być wszechstronny, ale wciąż z myślą o przydatności. [...] Ta szkoła zdawała sobie sprawę z
tego, że nauczyciel idzie z wiedzą do innych. Nauka gry na skrzypcach, kurs strażacki, nauka jazdy na nartach, nauka tańca, budowa drzwi sali gimnastycznej, hodowla roślin, organizowanie wystaw, chór szkolny, szkolny zespół teatralny. Uczeń mógł się uczyć, tylko uczyć. W takiej szkole wszystko było interesujące." (JD, rkps, AJD/IT)