PWST Wrocław

 

 

Iwona Dowsilas

Studencki teatr Jana Dormana

 

„… chciałbym, aby mój przedmiot nie był wypreparowany z teatru, aby nie umknęło uwadze, która się wydaje być potrzebna podczas gotowania, bez niej ziemniak nie zostanie ugotowany. Chcę, aby studenci zdali sobie sprawę z tego, że uczenie ich to proces a nie przekaz mojej wiedzy „o planie żywym” – do tego, co to jest „plan żywy” musimy na nowo dojść razem – ja i studenci.” (J. Dorman)

 

Po raz pierwszy propozycja prowadzenia zajęć ze studentami padła na popisie studenckim kończącym rok akademicki we Wrocławiu, na który Jan Dorman został zaproszony przez dziekana Henryka Jurkowskiego. Właśnie prof. Jurkowski wiele swoich wykładów poświęcił teatrowi Dormana. I to chyba studenci zapragnęli mieć „osobisty” kontakt z tym teatrem.

14 sierpnia 1978 roku prodziekan Wiesław Hejno przysłał do Jana Dormana oficjalne pismo z prośbą o złożenie podania o przyjęcie go, jako wykładowcę do Wyższej Szkoły Teatralnej, a 3 października już zaprosił go na inaugurację roku akademickiego. Na tej uroczystości Jan Dorman przedstawiony został jako nowy wykładowca. W październiku 1978 roku Jan Dorman był już „wolny” od Będzina, bo wreszcie przyjęto jego prośbę o umożliwienie mu odejścia na emeryturę po ponad 30 latach prowadzenia założonego przez niego teatru. Praca na uczelni była to dobrą, nową perspektywą. Dawała mu szansę kontynuowania swoich wizji teatralnych w zupełnie innych warunkach.

Kiedy Jan Dorman otrzymał propozycję podjęcia pracy na uczelni, jeszcze nie wierzył, że dojdzie do podpisania umowy. W 1967 roku podobną propozycję złożył mu Stanisław Stapf, ale ostatecznie nie doszło wtedy do współpracy. Prawdopodobnie na to zaproszenie już w 1967 roku Jan Dorman przygotował idee zajęć ze studentami oparte na własnych doświadczeniach teatralnych z okresu sosnowieckiego i będzińskiego, jak to określił, czyli pracach doświadczalnych z dziećmi oraz budowaniu widowisk z zastosowaniem spostrzeżeń zdobytych w pierwszym okresie. W oparciu o materiały do spektakli, nagrania, teksty planował rozwijanie takich tematów, jak:

- Wrodzone dyspozycje i umiejętności artystyczne dzieci

- Rysunek dziecka-tworzywo w pracy teatralnej

- Zabawy iluzyjne a teatr dziecięcy

- Zabawy dzieci w teatr

- Konstruowanie utworu scenicznego

- Teatr iluzji a teatr umowny

- Symbioza gry aktora (na scenie) i lalki – teatr lalki i aktora

- Aranżacja przestrzeni scenicznej w teatrze lalek

Proponował model kształcenia, który uwzględni ćwiczenia w zakresie różnych konwencji: teatr relacji, teatr nadmarionety, teatr w teatrze, teatr kontrapunktu, teatr elżbietański i teatr nowoczesny.

Prawdopodobnie Jan Dorman w jakimś stopniu wykorzystywał te założenia w swojej późniejszej pracy ze studentami we Wrocławiu. Od 1978 roku pracował na wrocławskim wydziale PWST (obecnie Akademia Sztuk Teatralnych) jako starszy wykładowca przedmiotu „gra aktorska”. Jak wynika z dzienników prowadzonych przez Jana Dormana, na pierwszych zajęciach odniósł wrażenie, że studenci patrzyli na niego lekceważąco, trochę jak na staruszka, który niekoniecznie może im zaoferować coś ciekawego. Szybko jednak okazało się, że zajęcia z Janem Dormanem są wyjątkowe, inne od pozostałych, że on sam jest człowiekiem, którego można nazywać mistrzem. Zaczęły krążyć legendy o tych zajęciach.

Tak Jan Dorman opisał w swoich dziennikach własne rozterki, pytania i myśli związane z podjęciem pracy na wrocławskiej uczelni:

 

Rezygnacja z prowadzenia placówki teatralnej Będzinie to podjęcie nowej gry. Czy będzie to budowa nowych mitów, czy fałszywych mitów? Buntujemy się nieraz i, aby pokryć swe lęki, ukryć własną bezradność, przywdziewamy niekiedy jeszcze inną maskę – maskę katastrofy. Boimy się przyznać, nawet przed samym sobą, że jeszcze nie osiągnęliśmy tego, czego z takim pragnieniem szukamy. … Nigdy nie stanę się człowiekiem dorosłym, nie stanę się, bo nie chcę tracić prawa do życia w świecie bajek. Chcę ocalić w sobie dziecko – zachować wrażliwość, wiarę w celowość i piękno życia. I tutaj nowe zdziwienie. Praca w szkole okazała się w sam raz dobra na mój niepokój, na moje rozterki. W szkole znalazłem to, co znowu pomogło mi w pracy – opór. Młodzi ludzie nie chcą aby uczyli ich nowoprzyjęci, ale skłonni są uwierzyć, kiedy razem ze mną dotykają prawdy. Tutaj w szkole znowu poczułem podniecenie teatrem. Zacząłem szukać sposobów na zajęcia ze studentami. […] Teraz, skoro się zdecydowałem, chciałem jak najszybciej znaleźć się w kotle spraw, jakie niesie ze sobą życie szkoły. Więcej. Chciałem, aby ta praca sprawiała mi kłopoty. Tak wyglądała moja idealna, optymistycznie podjęta równowaga rzeczywistości. Tak też stanąłem przed młodzieżą. – Co chcesz od nas bratku, z czym przychodzisz do nas? – Masz te swoje stłuczone skorupy, zbierasz je z ziemi, podnosisz. Widzimy ten twój trud schylania. A później, gdy próbujesz rekonstruować je i sklejać – brak ci śliny. – Ręce! Spójrz. Raczej są skłonne do drżenia, niż do pracy. – Przeszkadza nam ta twoja niepewność. Jedynie akceptujemy twoje chęci. – Ale musisz zrozumieć, że chcemy być świadkami rozbijania, a nie sklejania. – Rozumiem. – Nie. Nie rozumiesz, bo dzieli nas różnica wieku. Bo patrzysz na nas twoimi wyblakłymi oczami i dalej nie rozumiesz. Tak mi się wydawało, gdy stanąłem przed nimi. „Czuję żywą antypatię do młodzieży, kiedy spotykam się ze studentami kręcącymi się i wiercącymi na krześle. A oni swoimi przyjemnymi, młodymi głosami wypowiadają takie nieprzyjemne rzeczy” – Nie! To nie moje słowa. To Tomasz Mann tak pisze do swojego przyjaciela Ferensteina. A były chwile, gdy miałem ochotę wyjawić, że czuję tak samo. A przecież, tak bardzo chciałem być z nimi… Minęły dwa sezony. Braliśmy się w tym czasie za łby. Ale ostatecznie wychodziło na to, że na przykład, taki Wojciech Stawujak, który wręcz mówił, że mnie nienawidzi – teraz co ? Kompan najlepszy.

 

Już na pierwszych zajęciach Jan Dorman ustalał ze studentami, co będzie potrzebne do ich wspólnej pracy, jakie będą mieli obowiązki. Oczywiście najpierw opowiadał im „kim jest” i jaki tworzy teatr. Studentów prosił, aby pisali „raporty” – swoje wrażenia z zajęć. Takie opisywanie prób wprowadził również podczas realizacji premier w teatrach. Pozwalało to na większe skupienie uwagi podczas pracy. Dorman czytał te studenckie notatki. Podczas zajęć przeprowadzał studentów przez model swojego teatru, realizując z nimi fragmenty swoich spektakli. Była to właściwie zabawa w teatr, taka sama od jakiej zaczynał pracę dziećmi, jaką prowadził w swoim teatrze w Będzinie – od najprostszych elementów, od poznawania reguł tej „gry”. Studenci uczyli się tego, że teatr może powstać „z niczego”, że trzeba umieć patrzeć na świat, który nas otacza a nasza wyobraźnia pozwoli nam przetworzyć rzeczywistość na teatr. Jan Dorman inspirował do działania – podając problem sceniczny najpierw pytał młodych ludzi, jak oni to czują, jak oni zorganizują swoją zabawę w teatr. Namawiał do rozmów, dyskusji. Uczył pełnego angażowania się we wszystko co się robi. Jednym z marzeń Jana Dormana było to, aby edukacja teatralna prowadziła do pełnego uczestniczenia w odbiorze sztuki teatru. A pracował ze studentami na niebanalnych tekstach. Już na początku był „Sen nocy letniej”, który realizował w Teatrze Dzieci Zagłębia w Będzinie. Ćwiczył ze studentami na fragmentach Kandyda, Medei w przekładzie Romana Brandstaettera (1980), Szczęśliwego księcia Oscara Wilde’a, oraz swoich tekstów Talerz Nierozbitek, Konik. Wielkim wydarzeniem były studenckie przedstawienia dyplomowe w reżyserii Jana Dormana: happeningowe Karaluchy wg Juweniliów Stanisława Ignacego Witkiewicza wystawione na dworcu kolejowym we Wrocławiu (1980), Szkoła błaznów (1981) Publiczność (1984) oraz Powiedz, że jestem Hanny Krall zrealizowane na warsztatach wakacyjnych w Świdwinie (1985).

Dorman miał pomysł na własną szkołę teatralną (również go zapisał), w której studenci wyjeżdżają w różne miejsca Europy i tam poznają środowisko teatralne i różne formy pracy, twórców, aktorów i sami mają możliwość prezentacji swoich dokonań. W chałupie górali w Lalikach chiał stworzyć bazę na studenckie warsztaty. Jan Dorman stworzył ze studentami własny teatr – STUDENCKI TEATR DORMANA.

Dorman zanotował swoje przemyślania o procesie nauczania studentów:

 

NIE MOŻNA ODDZIELIĆ DAWANIA WIEDZY OD AKTUALNYCH SPRAW, KTÓRE DOTYCZĄ STUDENTÓW I WYKŁADOWCY. […] Fakt, że ten sam wykładowca jest twórcą, jest zaangażowany w sferę pracy artystycznej – już ten fakt ma wpływ na pracę ze studentami. Bo czy można oddzielić dawanie wiedzy od aktualnych spraw, które dotyczą studentów i wykładowcy. Czy może wykładowca ominąć swój udział w festiwalu opolskim i podczas swojej pracy ze studentami nie przekazać swoich doznań i niepokojów. Tak samo, czy wykładowca może oddzielić swoja pracę w szkole od pracy w teatrze. To, co przekazuje studentom i to, co sam „rodzi” – powinno być znane aktorom, z którymi pracuje. Wszystko to powinno mieć wpływ na siebie i nie tylko. Studenci powinni brać udział w próbach teatru – powinni znać pracę swego wykładowcy, dalej – winni być wkomponowani w utwór – winni brać bezpośredni udział w spektaklu. To, co zrealizowali w szkole winno być sprawdzone w działaniu na scenie. Studenci winni się przekonać o tym, że ich praca nie iskrzy oddzielnie w osobnym laboratorium, lecz potrzebna jest w konkretnej sytuacji w jaką już ich wprowadzi wykładowca. Dlatego studenci, obok okoliczności użytkowania nauki, muszą mieć możliwość udziału w spektaklu jaki organizuje państwowy teatr lalek. (fragment tekstu Jana Dormana z rękopisu „Środki nauczania”)

 

Jan Dorman chciał żeby studenci-aktorzy się kształcili, rozwinęli swoje umiejętności aktorskie. Uważał, że aktor, zwłaszcza ten grający dla młodych widzów powinien mieć szerokie zainteresowania, dużą wiedzą o sztuce teatru i że powinien nie tylko rozwijać swój warsztat aktorski, ale również powinien mieć warunki, aby rozwijać się intelektualnie. Oczywiście wszyscy powinni też zdać egzamin aktorski, aby mieć pełne kwalifikacje do pracy w teatrze.

Z raportów studentów:

 

7 października 1981 roku. Pierwsze zajęcia II Roku w „planie żywym” z mistrzem Dormanem. Pali nas ciekawość jakiego charakteru nabiorą nasze działania sceniczne. Czujemy nieskrywana tremę przed obliczem człowieka – legendy. Już na samym wstępie zdradza swoje plany pracy z nami. Zaczynamy od dziś pracę nad „Wiercipiętą”. Mistrz zapewnia nas, że egzamin będzie naszą pracą nad spektaklem i nie mamy się co martwić o ocenę, bo i tak każdy co najmniej na 5 musi zaliczyć. Praca ma przebiegać w 2 etapach. Każda trzyosobowa grupa będzie wykonywać część spektaklu, która będzie elementem wielkiej całości widowiska. Grażynę wybieramy na szefa grupy, która ma być łącznikiem między mistrzem a grupą. Dorman opowiada o historii powstania „Wiercipięty” na scenie. […] Opowiada o syntezie poszczególnych elementów widowiska, o szukaniu motywacji dla danego działania inscenizacyjnego. Odwołuje się do Craiga, Meyerholda, Tairowa, Stanisławskiego i wielu innych twórców. Teatr według niego, to zbiór elementów, które są treścią tworzywa teatralnego. Nawet notatki z inauguracji roku akademickiego są tak samo ważne i mogą przyczynić się do powstania widowiska. Do pracy nad spektaklem potrzebne są nam także informacje od aktorów, którzy grali w tym przedstawieniu W trakcie opowieści nasyconych licznymi anegdotami mistrza, „rzuca” pomysły inscenizacyjne do naszej sztuki. Dowiedzieliśmy się, że zawiera głębokie treści dydaktyczne, że jest satyrą na milicjantów. Lalki do spektaklu „robią” dla nas w Rabce u pani Ewy (dyrektor Teatru), gdyż dziekan Hejno, niestety, nie posiada funduszu na ten cel… Wracamy do naszego spektaklu… Zajęcia: cisza! (notatka studentki z zajęć z Dormanem)

 

Na podstawie tekstu wygłoszonego na konferencji „Teatr Jana Dormana – refleksje, inspiracje, 13-15 grudnia 2019 (oprac.: Marzenna Wiśniewska)